-Nad czymś
myślisz-Dean rzucił kluczyki od auta na stół.- Albo jesteś po prostu
śpiąca.-przeładował pistolet.Wzdrygnęłam się. Ojciec piętnaście lat temu
postrzelił mnie w ramię, kiedy był pijany. Od tej pory nienawidzę każdego
rodzaju broni.-Nie strzelę do ciebie.-poczułam słoną wodę spływająca po moich
policzkach. Łzy.-Mi.- skrót stary,
ale jary.-Spójrz na mnie.-schował strzelbę pod poduszkę. Podszedł do fotela.
-Patrzę i
widzę faceta, który zostawił mnie kiedy najbardziej tego potrzebowałam.-wybuchłam. Źle.-Nie rozumiesz, że
nienawidziłam cię jak opuściłeś miasto? -wstałam – Ojciec mnie postrzelił, Dean
–krzyknęłam- Mogłam umrzeć.- strumyki łez wylewały się z moich oczu
-Ale
żyjesz.-powiedział niezwykle spokojnym tonem.-A ja zrobiłem to żeby cię
chronić.
-Wykorzystałeś
moje zaufanie.-prychnęłam- Znałam cię od podstaw. Uwiodłeś mnie i zaciągnąłeś
do łóżka.-wytarłam pospiesznie twarz- Tylko tego chciałeś.
-Powiedziałem
ci wszystko. Byłaś pierwszą dziewczyną jakąkolwiek miałem. –uniósł głos- Czy ty
myślisz,że przypadkowej osobie mówiłbym o demonach?
-Tak.-delikatnie
ściszyłam głos
-Masz
racje,ale…
-Ale co?
Znam cię od dwudziestu siedmiu lat.-założyłam ręce na piersi
-Jesteś moim
odbiciem,Nick.-spojrzał na mnie
-Nie.-zaprzeczyłam.
-Nie lubisz
jedzenia? Nie poświęciłabyś wszystkiego dla rodziny? Nie lubisz spać? Nie
uspokajasz mnie?-wymieniał.Spuściłam głowę.-To jesteś cała ty.Cały ja.-odwrócił
się. Poszedł do kuchni.To takie typowe
dla niego.Położyłam się na kanapie.Przekręciłam głowę-Co?-miał buzię pełną
biszkoptu,więc niewyraźnie mówił
-Jak zawsze
rozśmieszasz mnie po kłótni.-przykryłam się kocem i poprawiłam poduszkę.Dean poszedł
do łazienki. Po chwili wrócił. Kiedy zobaczyłam bruneta w koszulce i bokserkach
odwróciłam głowę w drugą stronę.Oczy skleiły mi się.
***
Śniła mi się śmierć Chrisa. Z krzykiem
podniosłam się do pozycji siedzącej. Dean wyjął pistolet przed otwarciem
oczu.Uchylił powieki.
-Nie strasz
mnie.-powiedział oschle i schował strzelbę z powrotem. Zaczęłam
płakać.Zielonooki wstał,podszedł do kanapy i wziął mnie na ręce.-Co ty
robisz?-wyjąkałam przez łzy.
-Śpisz ze
mną.-ton głosu pozostawał niezmienny.Położył się na łóżku,układając mnie obok.
Ułożyłam rękę na ramieniu Winchestera i zasnęłam.
***
*Dean*
Obudziłem
się,gdy Sam otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Czy ja nie
mogę zostawić cię samego na jedną noc?-spojrzał na mnie i Mię
-Właściwie
to się pokłóciliśmy.-objąłem Mi ramieniem –Ale potem co miałem zrobić,jeśli
śnił jej się koszmar?
-Dać
tabletkę na sen.-wyjął pistolet i rzucił go na komodę
-Znam ją
prawie całe życie.-puknąłem się w głowę
-Mówisz?-rzucił
mi artykuł-Steven Blanc.Jego rodzice zmarli,kiedy miał dwadzieścia dziewięć
lat. To nie przypadek.
-Opublikowano
czterdzieści lat temu.-zabrałem rękę i spojrzałem na zdjęcia.Młoda,piękna dziewczyna.Obok
równie przystojny mężczyzna.
-Elizabeth
oraz Alfred Blanc.-usiadł przy łóżku-Mieli sześćdziesiąt lat.
-Były
przypadki rodzeństwa?-dziewczyna przycisnęła moją koszulkę
-Co dwieście
lat.-poruszyłą się-Za każdym razem 43 lata kiedy ginęli.-otworzyła oczy- Dzień
dobry.
-Hej.-prześwidrowała
mnie spojrzeniem.-O co chodzi?-przeniosła wzrok na mojego brata.
-Rozmawiamy
o twojej rodzinie.-podał jej wycinki z gazet.
-Wczoraj
zmarł mój starszy brat i matka,a ty mi dajesz taki świstek?Nawet nie wiem czy
to wszystko co ten palant mówił jest prawdą,Sammy.-wstała.
-Zostawić
was samych?-kiwnął palcem.
-Jeśli
chcesz rozniesiony dom…-wzruszyłem ramionami.Podniósł się i wyszedł. Jego
miejsce zastąpił Cas
-Dzień
dobry.-spojrzał na nas
-Co?-powiedzieliśmy
chórem-Przestań.-krzyknęliśmy do siebie
-Ugh.-powtórzyła
sama.
Cas! Cas! Cas! Cas! Cas!
OdpowiedzUsuńSuper rozdział! Czekam na dalej B')