piątek, 10 lipca 2015

Chapter 3

*Mia*
-Kim on tym razem jest?- powiedziałam cicho do Deana, zakładając ręce na piersi
-Nazywam się Castiel.- mężczyzna w płaszczy podszedł do mnie i podał rękę
-Nazwisko?- wstrzymałam się z wyciągnięciem mojej dłoni
-Co to jest?- przekrzywił głowę
-Nie jest człowiekiem?- zwróciłam się do łowcy nie patrząc na niego
-Jestem aniołem.- Castiel zaczął się bujać w przód i w tył. Prychnęłam.Ponownie dał mi znać,że czegoś nie rozumie
-Aniołem?-uniosłam brwi. Podeszłam do niego i zmierzyłam wzrokiem. Był wyższy. Oraz przystojniejszy
-Gdzie twoje skrzydełka?-podparłam się pod boki.Jego niebieskie oczy nabrały ciemniejszej barwy .Z ciemności wyłoniła się para hebanowych ,rozłożystych skrzydeł.-Rozgniewałam cię?-podeszłam bliżej. Wyglądały jak z bajki
-Słucham?-spojrzał na mnie-Co dokładnie widzisz?
-Czarne,błyszczące skrzydła,a za nimi jasną poświatę.-opisałam je-A co?-wyciągnęłam rękę
-Lepiej nie dotykaj.-ostrzegł mnie. Nagle zadzwonił telefon.Na wyświetlaczu pojawił się numer ojca.
 Nie cofnęłam ręki.Anioł złapał mnie za nadgarstek.-Możesz się poparzyć.-przewróciłam oczami
-Któryś z was mógłby odebrać?-spojrzałam na nich.Castiel sięgnął po komórkę pierwszy i nacisnął klawisz
-Halo?-przeniosłam wzrok na jego krawat.Nie umie wiązać go poprawnie-Do ciebie-podał mi telefon
-Tato?-przełknęłam ślinę
-Matka i twój brat nie żyją a ty już się szlajasz z jakimiś facetami?!-uniósł głos
-Jestem z moim dawnym przyjacielem.-spuściłam głowę i bawiłam się koszulką
-I tak po prostu zostawiłaś tam wszystko na miejscu?!-krzyknął
-Ja…-próbowałam się tłumaczyć
-Aż ciężko mi przyznać że po śmierci brata jesteś jedyną spadkobierczynią.-usiadłam
-To znaczy,że mam dom?-westchnęłam
-Niestety.-odpowiedział po raz ostatni.Nie muszę gnić w moich czterech kątach,trochę mi ulżyło
-Zawieź mnie do mojego mieszkania-zwróciłam się do Deana-A potem do pracy
-Dziś sobota.
-Myślisz,że normalni ludzie nie pracują w weekendy?-wstałam-Jak nie chcesz,mogę sama prowadzić.-rzucił mi kluczyki
-Zarysujesz-płacisz.-stanął w drzwiach.Zaskoczona ruszyłam do auta-Telefon!-krzyknął.Zawróciłam i złapałam za komórkę znajdującą się na jego dłoni.Kiedy miałam już się odwrócić,złapał mnie za ramię.
-Co?-wybąkałam.Tylko na tyle mnie było stać w jego obecności.
-Dzwoń jak cokolwiek dziwnego się zdarzy.-Cholerny ,dyplomatyczny język. Zawsze mnie wkur….wkurzał.
-Poradzę sobie.-schowałam telefon do kieszeni,poprawiając włosy.
-Nie wątpie,wojowniczko.-kiwnął głową z uśmiechem.Przewróciłam oczami i ruszyłam do starej Impali.
Przed otwarciem drzwi przyjrzałam się śladom zadrapań. Znam ten samochód jak własną kieszeń,tyle razy byłam nim podwożona…Nigdy nie pomyślałabym,że będzie wyglądam jak zwykły gruchot. Ale przecież to nie jest zwykły samochód,prawda?
Przeżył więcej niż można się spodziewać. Ślady po wgnieceniach pasowały do tego auta.
-Nie umiesz wsiąść do samochodu?-odwróciłam się  zaskoczona
-Ja,tylko… Zamysliłam się.-wsiadłam do samochodu. Dean pomachał mi i zamknął drzwi.Zaraz potem zadzwonił telefon.Nacisnęłam zielony przycisk
-Jules?-kobieta płakała-Jules,posłuchaj,wszystko jest okej,dobrze?
-Mia,przyjedź,proszę.-wyjąkała
-Zaraz będę,obiecuję.-odpaliłam silnik.Szybko,ale ostrożnie pojechałam do pobliskiego miasta


1 komentarz: