*Mia*
-Kim on tym razem jest?-
powiedziałam cicho do Deana, zakładając ręce na piersi
-Nazywam się Castiel.-
mężczyzna w płaszczy podszedł do mnie i podał rękę
-Nazwisko?- wstrzymałam się
z wyciągnięciem mojej dłoni
-Co to jest?- przekrzywił
głowę
-Nie jest człowiekiem?-
zwróciłam się do łowcy nie patrząc na niego
-Jestem aniołem.- Castiel
zaczął się bujać w przód i w tył. Prychnęłam.Ponownie dał mi znać,że czegoś nie
rozumie
-Aniołem?-uniosłam brwi. Podeszłam
do niego i zmierzyłam wzrokiem. Był wyższy. Oraz przystojniejszy
-Gdzie twoje
skrzydełka?-podparłam się pod boki.Jego niebieskie oczy nabrały ciemniejszej
barwy .Z ciemności wyłoniła się para hebanowych ,rozłożystych
skrzydeł.-Rozgniewałam cię?-podeszłam bliżej. Wyglądały jak z bajki
-Słucham?-spojrzał na
mnie-Co dokładnie widzisz?
-Czarne,błyszczące
skrzydła,a za nimi jasną poświatę.-opisałam je-A co?-wyciągnęłam rękę
-Lepiej nie
dotykaj.-ostrzegł mnie. Nagle zadzwonił telefon.Na wyświetlaczu pojawił się
numer ojca.
Nie cofnęłam ręki.Anioł złapał mnie za
nadgarstek.-Możesz się poparzyć.-przewróciłam oczami
-Któryś z was mógłby
odebrać?-spojrzałam na nich.Castiel sięgnął po komórkę pierwszy i nacisnął
klawisz
-Halo?-przeniosłam wzrok na
jego krawat.Nie umie wiązać go poprawnie-Do ciebie-podał mi telefon
-Tato?-przełknęłam ślinę
-Matka i twój brat nie żyją
a ty już się szlajasz z jakimiś facetami?!-uniósł głos
-Jestem z moim dawnym
przyjacielem.-spuściłam głowę i bawiłam się koszulką
-I tak po prostu zostawiłaś
tam wszystko na miejscu?!-krzyknął
-Ja…-próbowałam się
tłumaczyć
-Aż ciężko mi przyznać że po
śmierci brata jesteś jedyną spadkobierczynią.-usiadłam
-To znaczy,że mam
dom?-westchnęłam
-Niestety.-odpowiedział po
raz ostatni.Nie muszę gnić w moich
czterech kątach,trochę mi ulżyło
-Zawieź mnie do mojego
mieszkania-zwróciłam się do Deana-A potem do pracy
-Dziś sobota.
-Myślisz,że normalni ludzie
nie pracują w weekendy?-wstałam-Jak nie chcesz,mogę sama prowadzić.-rzucił mi
kluczyki
-Zarysujesz-płacisz.-stanął
w drzwiach.Zaskoczona ruszyłam do auta-Telefon!-krzyknął.Zawróciłam i złapałam
za komórkę znajdującą się na jego dłoni.Kiedy miałam już się odwrócić,złapał
mnie za ramię.
-Dzwoń jak cokolwiek
dziwnego się zdarzy.-Cholerny ,dyplomatyczny
język. Zawsze mnie wkur….wkurzał.
-Poradzę sobie.-schowałam
telefon do kieszeni,poprawiając włosy.
-Nie
wątpie,wojowniczko.-kiwnął głową z uśmiechem.Przewróciłam oczami i ruszyłam do
starej Impali.
Przed otwarciem drzwi
przyjrzałam się śladom zadrapań. Znam ten samochód jak własną kieszeń,tyle razy
byłam nim podwożona…Nigdy nie pomyślałabym,że będzie wyglądam jak zwykły
gruchot. Ale przecież to nie jest zwykły samochód,prawda?
Przeżył więcej niż można się
spodziewać. Ślady po wgnieceniach pasowały do tego auta.
-Nie umiesz wsiąść do
samochodu?-odwróciłam się zaskoczona
-Ja,tylko… Zamysliłam
się.-wsiadłam do samochodu. Dean pomachał mi i zamknął drzwi.Zaraz potem zadzwonił telefon.Nacisnęłam zielony
przycisk
-Jules?-kobieta
płakała-Jules,posłuchaj,wszystko jest okej,dobrze?
-Mia,przyjedź,proszę.-wyjąkała
-Zaraz
będę,obiecuję.-odpaliłam silnik.Szybko,ale ostrożnie pojechałam do pobliskiego
miasta

Pisz następny, wojowniczko. B')
OdpowiedzUsuń