Stanęłam
przed wielkim domem.Wysiadłam z samochodu jak poparzona. Zamknęłam Impalę i
ruszyłam do drzwi. Otworzyłam je.
- Mia?-zapłakana
kobieta siedziała na podłodze, ze szklanką napełnioną bursztynowym płynem.
Podeszłam bliżej i usiadłam na kanapie.Wszędzie były rozrzucone jakieś gruchoty.
-Gdzie
Hazel?-zapytałam bez zastanowienia
-Siedzi w
swoim pokoju.Ciągle pyta o ojca,kompletnie nie wiem jak jej to
powiedzieć.-pokręciła głową ze łzami w oczach.-Nie dam sobie sama z nią rady.-wypiła
zawartość szklanki
-Pogadam z
nią-podniosłam się i udałam na górę.
Zapukałam do
pięknie wystrojonych drzwi w różnokolorowe kwiaty
-Tata?-usłyszałam
cienki głos Hazel
-Ciocia Mia,skarbie.Otwórz,proszę-szczęknięcie
zardzewiałego zamka dało o sobie znać.Zza progu wyjrzała mała dziewczynka z
jasnymi włosami,tak samo zapłakaną jak Jules.-Co jest,maluchu?-ukucnęłam
-Mamusia na
mnie nakrzyczała.-wyciągnęła ręce. Podniosłam Hazel
-Muszę z
tobą porozmawiać maluchu.-wyszeptałam jej do ucha
*Dean*
-Dobra,w
takim razie,klątwa?-przeglądałem z Samem artykuły na temat śmierci przodków Mii
-Coś w tym
rodzaju.-brat grzebał w komputerze.Przewróciłem stronę.
-Jak to się stało,że
ten sukinsyn nie zginął?-podkreśliłem długopisem daty
-O kim
dokładnie mówisz?- wyłonił głowę znad komputera
-O ojcu
małej.-przypiąłem gazetę do tablicy korkowej
-Właściwie
to,sam nie wiem.-odwróciłem się
-Mogę w czymś
pomóc?-odsunąłem się od Castiela .
-Cas! Naucz
się nie pojawiać z…-szukałem odpowiedniego słowa-niewiadomokąd!
-Tak,potrzebujemy
pomocy-Sam odwrócił komputer
-Słucham.-anioł
usiadł na krześle naprzeciwko Sammy’ego
-Potrzebuję informacji czy któreś z tych ludzi było
podejrzewane o coś lub skazane.-podał mu listę na której znajdowały się
nazwiska krewnych Mii
-Skąd mam to
wziąć?-Cas przekrzywił głowę
-Chciałeś
pomóc czy nie?-uniosłem głos
-Tak,ale…
-Albo szukasz
tego gówna albo możesz odpuścić!-krzyknąłem.Castiel zniknął
-Nie
powinieneś na niego krzyczeć,Dean.-brat zamknął laptopa
-W każdej
chwili mała może zginąć,a ty oczekujesz,żebym był spokojny?!-wstałem
-Nawet kiedy
Lisa mogła zginąć nie bałeś się o jej życie,a o tej dziewczyny boisz?-pochylił
się nad rękami
-Jest
jedyna,której powiedziałem o tym czym się zajmujemy.-nie zmieniłem tonu głosu-
Zaakceptowała bawienie się w strzelanie do wampirów,wendigo,zombie.
-Stój.-podniósł
się- Powiedziałeś jej,a ona po prostu ci uwierzyła?-uniósł brwi
-Mam całkiem
niezły dar przekonywania.-uśmiechnąłem się pod nosem
-Ufała ci?
Tak po prostu ci zaufała.-założył ręce
-Mam to o co
prosiliście.-anioł położył kartkę na biurku
-Dzięki.-podniosłem
ją-Tak jak myślałem.-wszyscy czyści oprócz ojca Mii
-Co tam
masz?-wskazał głową Sam
-Cas,masz
robotę w niebie?U szefa?-spytałem się nie patrząc na niego
-Przyszedłem
tu żeby pomóc.Nie mam rozkazów.-usiadł na łóżku
-Jeśli Mia
nie została o nic oskarżona lub nie ma nic na sumieniu-zginie. – rzuciłem kartkę
na stół.
-Nie,jeżeli
to zabijecie.-odezwał się mężczyzna w prochowcu


