czwartek, 9 lipca 2015

Chapter 2

-Nad czymś myślisz-Dean rzucił kluczyki od auta na stół.- Albo jesteś po prostu śpiąca.-przeładował pistolet.Wzdrygnęłam się. Ojciec piętnaście lat temu postrzelił mnie w ramię, kiedy był pijany. Od tej pory nienawidzę każdego rodzaju broni.-Nie strzelę do ciebie.-poczułam słoną wodę spływająca po moich policzkach. Łzy.-Mi.- skrót stary, ale jary.-Spójrz na mnie.-schował strzelbę pod poduszkę. Podszedł do fotela.
-Patrzę i widzę faceta, który zostawił mnie kiedy najbardziej tego potrzebowałam.-wybuchłam. Źle.-Nie rozumiesz, że nienawidziłam cię jak opuściłeś miasto? -wstałam – Ojciec mnie postrzelił, Dean –krzyknęłam- Mogłam umrzeć.- strumyki łez wylewały się z moich oczu
-Ale żyjesz.-powiedział niezwykle spokojnym tonem.-A ja zrobiłem to żeby cię chronić.
-Wykorzystałeś moje zaufanie.-prychnęłam- Znałam cię od podstaw. Uwiodłeś mnie i zaciągnąłeś do łóżka.-wytarłam pospiesznie twarz- Tylko tego chciałeś.
-Powiedziałem ci wszystko. Byłaś pierwszą dziewczyną jakąkolwiek miałem. –uniósł głos- Czy ty myślisz,że przypadkowej osobie mówiłbym o demonach?
-Tak.-delikatnie ściszyłam głos
-Masz racje,ale…
-Ale co? Znam cię od dwudziestu siedmiu lat.-założyłam ręce na piersi
-Jesteś moim odbiciem,Nick.-spojrzał na mnie
-Nie.-zaprzeczyłam.
-Nie lubisz jedzenia? Nie poświęciłabyś wszystkiego dla rodziny? Nie lubisz spać? Nie uspokajasz mnie?-wymieniał.Spuściłam głowę.-To jesteś cała ty.Cały ja.-odwrócił się. Poszedł do kuchni.To takie typowe dla niego.Położyłam się na kanapie.Przekręciłam głowę-Co?-miał buzię pełną biszkoptu,więc niewyraźnie mówił
-Jak zawsze rozśmieszasz mnie po kłótni.-przykryłam się kocem i poprawiłam poduszkę.Dean poszedł do łazienki. Po chwili wrócił. Kiedy zobaczyłam bruneta w koszulce i bokserkach odwróciłam głowę w drugą stronę.Oczy skleiły mi się.
***
Śniła mi się śmierć Chrisa. Z krzykiem podniosłam się do pozycji siedzącej. Dean wyjął pistolet przed otwarciem oczu.Uchylił powieki.
-Nie strasz mnie.-powiedział oschle i schował strzelbę z powrotem. Zaczęłam płakać.Zielonooki wstał,podszedł do kanapy i wziął mnie na ręce.-Co ty robisz?-wyjąkałam przez łzy.
-Śpisz ze mną.-ton głosu pozostawał niezmienny.Położył się na łóżku,układając mnie obok. Ułożyłam rękę na ramieniu Winchestera i zasnęłam.
***
*Dean*
Obudziłem się,gdy Sam otworzył drzwi i wszedł do środka.
-Czy ja nie mogę zostawić cię samego na jedną noc?-spojrzał na mnie i Mię
-Właściwie to się pokłóciliśmy.-objąłem Mi ramieniem –Ale potem co miałem zrobić,jeśli śnił jej się koszmar?
-Dać tabletkę na sen.-wyjął pistolet i rzucił go na komodę
-Znam ją prawie całe życie.-puknąłem się w głowę
-Mówisz?-rzucił mi artykuł-Steven Blanc.Jego rodzice zmarli,kiedy miał dwadzieścia dziewięć lat. To nie przypadek.
-Opublikowano czterdzieści lat temu.-zabrałem rękę i spojrzałem  na zdjęcia.Młoda,piękna dziewczyna.Obok równie przystojny mężczyzna.
-Elizabeth oraz Alfred Blanc.-usiadł przy łóżku-Mieli sześćdziesiąt lat.
-Były przypadki rodzeństwa?-dziewczyna przycisnęła moją koszulkę
-Co dwieście lat.-poruszyłą się-Za każdym razem 43 lata kiedy ginęli.-otworzyła oczy- Dzień dobry.
-Hej.-prześwidrowała mnie spojrzeniem.-O co chodzi?-przeniosła wzrok na mojego brata.
-Rozmawiamy o twojej rodzinie.-podał jej wycinki z gazet.
-Wczoraj zmarł mój starszy brat i matka,a ty mi dajesz taki świstek?Nawet nie wiem czy to wszystko co ten palant mówił jest prawdą,Sammy.-wstała.
-Zostawić was samych?-kiwnął palcem.
-Jeśli chcesz rozniesiony dom…-wzruszyłem ramionami.Podniósł się i wyszedł. Jego miejsce zastąpił Cas
-Dzień dobry.-spojrzał na nas
-Co?-powiedzieliśmy chórem-Przestań.-krzyknęliśmy do siebie
-Ugh.-powtórzyła sama.


1 komentarz: