środa, 8 lipca 2015

Chapter 1

Wstałam wcześnie, tak jak miałam. Otworzyłam oczy. Chris był przykuty do ściany, płonął. Natychmiast krzyknęłam. Do pokoju wbiegł zielonooki mężczyzna. Śniło mi się to wcześniej, bez niego. Strach oraz paraliż zawładnęli moim ciałem. Ściany powoli zaczęły się osuwać. Wszystko pochłaniał ogień. Płomienie podążały ku mojej osobie.
-Chodź!- krzyknął w moją stronę. Szybko złapałam walizkę i torebkę. Brunet wyciągnął rękę. Chwyciłam za nią. Mamy nie było. Trzymałam się myśli, że nic jej nie grozi. Musiała wyjść z tego cało. Nie ma innej opcji.-Jesteś cała?- mężczyzna wyprowadził mnie z budynku. Było już ciemno.Za parędziesiąt minut powinno widać księżyc.
-Raczej tak.-łzy spłynęły mi po policzkach. Połykałam jedną po drugiej ciężko oddychając. Zielonooki wsadził mnie do Impali. Kojarzę ten samochód, niestety wtedy nie wiedziałam skąd. Z niebezpieczną prędkością podjechał pod ciemną chatkę. Wszystko w idealnym stanie. Oczywiście na zewnątrz. Nigdy jej nie widziałam, ale wciąż te fakty wiązały się ze sobą tak cienką nicią, że nie mogłam sobie za żadne grzechy przypomnieć wspólnych szczegółów.
Pozostało zadać sobie dwa pytania. Co jeśli mama zginęła wraz z Chrisem?
-Kim do jasnej cholery jesteś?- drugie wypowiedziałam na głos.
-Zboczeńcem, który będzie cię przetrzymywał dla okupu.-uśmiechnął się czarująco. Był w mniej więcej moim wieku, bo mogłam dostrzec już pojawiające się zmarszczki.
-A mogę znać imię?- uniosłam brwi. Uznałam to za żart.
-Dean.-kolejny powiązany fakt. Mam zbyt krótką pamięć.-Obiecaj mi coś.-wysiadł i złapał za walizkę oraz torbę.
-A mogę ci ufać?- opuściłam samochód.
-Porywaczowi, który zabrał cię z płonącego domu? To już twoja sprawa.-spojrzał na mnie.
-Coś sprawia, że mogę ci ufać. Zaryzykuję.-podeszłam do drzwi
-Wychodzisz tylko ze mną.- wyprzedził mnie i otworzył drzwi- Sammy- wrzasnął- Odhacz ulicę przy banku.- kolejny element układanki. Wkroczył wspomniany facet. Włosy sięgały mu do ramion.-Chris Blanc i Samantha Blanc.-Dean spojrzał na mnie.
-Jules, Hazel i Maia żywe, tak?- podszedł zupełnie tak, jakby mnie nie było.
-Steven też.-założył ręce na piersi
-Ona to która z ocalałych?- kiwnął na mnie głową
-Maia. Prawie najstarsza.-ominęłam bruneta
-Czemu ją przyprowadziłeś? Znasz zasady. Nie przywozimy tych którzy przeżyli.
-Słyszę.-Sam zaczął szperać w kieszeni. Wypadła z niej figurka. Zielonooki sięgnął po nią-Widziałam jak Mary miała tą rzeźbę.-mężczyźni wymienili ze sobą spojrzenia. Byłą wspaniałą opiekunką.- zabrałam mu ją.
-Znałaś naszą matkę?- dokończył układankę. Chevrolet Impala Johna Winchestera,Dean,jego brat Sam,zaufanie do niego i poczucie humoru.
-Dean Winchester.-usiadłam na fotelu.-Sammy.Samochód. Pożar. Pistolet za pasem.-spojrzałam nich.
-Wszystko się zgadza.-Sam kiwnął głową-A ty jesteś….?
-Maia Devoux.-wyprzedził mnie starszy z braci.
-Ah.To ta dziewczyna w której najdłużej się kochałeś.-zielonooki zbliżał się- Twoja żona?-uniósł brwi
-Coś w tym rodzaju.-kiedy był dostatecznie blisko mogłam spojrzeć w mieszaninę barw w jego tęczówkach. Brąz,zieleń oraz błękit biły się o dominację.
-Bawiłam się z tobą na placu zabaw jak miałam dwa lata.-oczy błyszczały mu od światła lampy
-Pamiętam.-roześmiał się
-Mary i John byli tacy szczęśliwi.-Sam poruszył się a Dean zaczął poważnieć
-Nie żyją.-wydusił z siebie.
-Muszę wyjść.- Sammy szybko opuścił pomieszczenie. Nie powinnam tego mówić. Wstrząsnęło nim to. Nie wiem czy bardziej niż mnie wiadomość, że nie żyją.
-To był jej pogrzeb?- przeniosłam wzrok z drzwi na pozostałego mężczyznę-Kiedy płakałeś przy pomniku i…
-Ojciec próbował mnie uspokoić, a wyszło tak, że tylko pogorszył sprawę i ty musiałaś wkroczyć?- dokończył- Tak.- nasza rozmowa właściwie tak się skończyła i jedyne co mi pozostało to usiąść. W bezruchu umiejscowiona na fotelu analizowałam dzisiejszy dzień. Straciłam dwoje najbliższych mi osób.


1 komentarz:

  1. Już mi się podoba! :D Super! :D
    Czekam na więcej i ciekawe jak potoczy się dalej akcja. :3
    życze weny.

    OdpowiedzUsuń