Wstałam
wcześnie, tak jak miałam. Otworzyłam oczy. Chris był przykuty do ściany, płonął.
Natychmiast krzyknęłam. Do pokoju wbiegł zielonooki mężczyzna. Śniło mi się to
wcześniej, bez niego. Strach oraz paraliż zawładnęli moim ciałem. Ściany powoli
zaczęły się osuwać. Wszystko pochłaniał ogień. Płomienie podążały ku mojej
osobie.
-Chodź!- krzyknął
w moją stronę. Szybko złapałam walizkę i torebkę. Brunet wyciągnął rękę. Chwyciłam
za nią. Mamy nie było. Trzymałam się myśli, że nic jej nie grozi. Musiała wyjść
z tego cało. Nie ma innej opcji.-Jesteś cała?- mężczyzna wyprowadził mnie z
budynku. Było już ciemno.Za parędziesiąt minut powinno widać księżyc.
-Raczej
tak.-łzy spłynęły mi po policzkach. Połykałam jedną po drugiej ciężko
oddychając. Zielonooki wsadził mnie do Impali. Kojarzę ten samochód, niestety
wtedy nie wiedziałam skąd. Z niebezpieczną prędkością podjechał pod ciemną
chatkę. Wszystko w idealnym stanie. Oczywiście na zewnątrz. Nigdy jej nie
widziałam, ale wciąż te fakty wiązały się ze sobą tak cienką nicią, że nie
mogłam sobie za żadne grzechy przypomnieć wspólnych szczegółów.
Pozostało
zadać sobie dwa pytania. Co jeśli mama zginęła wraz z Chrisem?
-Kim do
jasnej cholery jesteś?- drugie wypowiedziałam na głos.
-Zboczeńcem,
który będzie cię przetrzymywał dla okupu.-uśmiechnął się czarująco. Był w mniej
więcej moim wieku, bo mogłam dostrzec już pojawiające się zmarszczki.
-A mogę znać
imię?- uniosłam brwi. Uznałam to za żart.
-Dean.-kolejny
powiązany fakt. Mam zbyt krótką pamięć.-Obiecaj mi coś.-wysiadł i złapał za
walizkę oraz torbę.
-A mogę ci
ufać?- opuściłam samochód.
-Porywaczowi,
który zabrał cię z płonącego domu? To już twoja sprawa.-spojrzał na mnie.
-Coś
sprawia, że mogę ci ufać. Zaryzykuję.-podeszłam do drzwi
-Wychodzisz
tylko ze mną.- wyprzedził mnie i otworzył drzwi- Sammy- wrzasnął- Odhacz ulicę
przy banku.- kolejny element układanki. Wkroczył wspomniany facet. Włosy
sięgały mu do ramion.-Chris Blanc i Samantha Blanc.-Dean spojrzał na mnie.
-Jules, Hazel
i Maia żywe, tak?- podszedł zupełnie tak, jakby mnie nie było.
-Steven
też.-założył ręce na piersi
-Ona to
która z ocalałych?- kiwnął na mnie głową
-Maia.
Prawie najstarsza.-ominęłam bruneta
-Czemu ją
przyprowadziłeś? Znasz zasady. Nie przywozimy tych którzy przeżyli.
-Słyszę.-Sam
zaczął szperać w kieszeni. Wypadła z niej figurka. Zielonooki sięgnął po
nią-Widziałam jak Mary miała tą rzeźbę.-mężczyźni wymienili ze sobą spojrzenia.
Byłą wspaniałą opiekunką.- zabrałam mu ją.
-Znałaś
naszą matkę?- dokończył układankę. Chevrolet Impala Johna Winchestera,Dean,jego
brat Sam,zaufanie do niego i poczucie humoru.
-Dean
Winchester.-usiadłam na fotelu.-Sammy.Samochód. Pożar. Pistolet za
pasem.-spojrzałam nich.
-Wszystko
się zgadza.-Sam kiwnął głową-A ty jesteś….?
-Maia Devoux.-wyprzedził mnie starszy z braci.
-Ah.To ta
dziewczyna w której najdłużej się kochałeś.-zielonooki zbliżał się- Twoja
żona?-uniósł brwi
-Coś w tym
rodzaju.-kiedy był dostatecznie blisko mogłam spojrzeć w mieszaninę barw w jego
tęczówkach. Brąz,zieleń oraz błękit biły się o dominację.
-Bawiłam się
z tobą na placu zabaw jak miałam dwa lata.-oczy błyszczały mu od światła lampy
-Pamiętam.-roześmiał
się
-Mary i John
byli tacy szczęśliwi.-Sam poruszył się a Dean zaczął poważnieć
-Nie
żyją.-wydusił z siebie.
-Muszę
wyjść.- Sammy szybko opuścił pomieszczenie. Nie powinnam tego mówić. Wstrząsnęło
nim to. Nie wiem czy bardziej niż mnie wiadomość, że nie żyją.
-To był jej
pogrzeb?- przeniosłam wzrok z drzwi na pozostałego mężczyznę-Kiedy płakałeś
przy pomniku i…
-Ojciec
próbował mnie uspokoić, a wyszło tak, że tylko pogorszył sprawę i ty musiałaś
wkroczyć?- dokończył- Tak.- nasza rozmowa właściwie tak się skończyła i jedyne
co mi pozostało to usiąść. W bezruchu umiejscowiona na fotelu analizowałam
dzisiejszy dzień. Straciłam dwoje najbliższych mi osób.
Już mi się podoba! :D Super! :D
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej i ciekawe jak potoczy się dalej akcja. :3
życze weny.